Kilka słów wypowiedzianych pewnego dnia

W małej przestrzeni, w swoich domach czekają. I jeszcze jak gdyby żywi - wypatrują ostatnich chwil przez okno. Gdzieś jeszcze ś...





W małej przestrzeni, w swoich domach czekają. I jeszcze jak gdyby żywi - wypatrują ostatnich chwil przez okno. Gdzieś jeszcze śmiech odbija się od czterech ścian, gdzieś jeszcze krzyk. W starych oczach spokój chciałbym widzieć. W oddali przechadzają się jak cienie, prawie niezauważeni. Mimo ostatnich wysiłków, chciałbym wiedzieć jak mogę pomóc. Jednak, to małe miasto rządzi się swoimi prawami. Tu jeszcze bardziej niż zwykle, krwiożercze padlinożercy czekają na swoje ofiary. Chciałbym wiedzieć jak mogę pomóc by widzieć w Twoich oczach spokój. 





Odczuwam wrażenie jakby blogi w dzisiejszym świecie przestały istnieć... To w sumie trochę zabawne, a jednocześnie przerażające jak wszystko bardzo szybko się w dzisiejszym świecie zmienia... trudno nadążyć.

Mimo wszystko powracam tu by zapisać kilka myśli. Być może jest to pewnego rodzaju odskocznia od tego co dzieję się w moim życiu, być może to forma terapii... A może po prostu, to zwykła rozmowa "ze starym przyjacielem"...

Ostatnim razem pisałem o tym, że w "lato nie ma przecież śmierci...", ale śmierć nadeszła. Podczas tej zimy, mógłbym ponownie użyć tych słów, ale śmierć i tak nadejdzie. Zajrzałem jej w oczy, ona się nas nie obawia, jest bezlitosna, jedynym wyjściem jest podejść do niej z pokojem, w zgodzie z własnym duchem. 

Wiele działo się w moim życiu przez ostatnich kilka miesięcy i tak niewiele. W zeszłym roku, po pięciu latach mieszkania za granicą, podjąłem decyzję by wrócić do Polski. Dostaję pytania od osób, które zastanawiają się nad podjęciem podobnej decyzji, "Czy warto to zrobić?", "Czy da się utrzymać w Polsce?", "Czy nie jest tak źle, czy dam rade?"... A ja, im dłużej tu jestem tym coraz mniej wiem. Moje dotychczasowe życie, przyzwyczajenia, może w ogóle moje "ja", wszystko to - coraz bardziej zanika. I trudno jest mi stwierdzić, w jakim punkcie obecnie się znajduję...

W zeszłym roku poddałem się temu co przyniesie mi życie. Postanowiłem, że będę akceptował to co ma być, "bo przecież w końcu kiedyś musi być dobrze"... ale tak do końca nie jest. Doszedłem do wniosku, że jeśli nie przejmiemy sterów, statek sam nie dopłynie dokąd chcemy. 

Ostatnie miesiące nie poszły jednak do końca na marne. Mimo iż znajduję się obecnie w niezbyt przyjemnej sytuacji, postanowiłem wykorzystać czas na pogłębianie wiedzy, świadomości i umacnianiu ciała. Przygotowuję się na kolejną wyprawę za morze, podbijanie kolejnego lądu i zdobywanie tego co nowe. I chciałem Wam powiedzieć, że mimo iż nie publikowałem nic tutaj, dalej piszę. Mam nadzieję, że moje "dzienniki" ujrzą kiedyś światło dzienne. Myślę, że jest ku temu nadzieja - bowiem dzisiaj ujrzałem wschodzące słońce. Później schowało się ponownie za dymiącym kominem, ale myślę, że to był dobry znak dla nas wszystkich.

Zdjęcia z kilku ujęć, które strzeliliśmy z Bartkiem 



You Might Also Like

0 komentarze